Miss Caroline
  • HELLO!
  • MATKA TEŻ CZŁOWIEK
    • gadżety dla rodziców
    • macierzyństwo
    • matka też człowiek
    • moda
    • psychologia i psychiatria
    • samodzielne macierzyństwo
    • uroda
  • LIFESTYLE
    • podróże
      • Azja
      • Korea Południowa
      • może nad morze?
    • kultura
      • filmy
      • książki
      • muzyka
      • sztuka
    • HOME
      • kuchnia
      • praca zdalna i blogosfera
      • wnętrza
      • zdrowie
  • DIY
    • bullet journal
    • szycie
    • tutoriale
    • wydrukuj
  • PARENTING
    • biblioteka małego człowieka
    • dziecięte gadżety
    • moda
    • psychologia dziecięca i nastolatków
    • szkoła i nauka
    • zabawa
      • hobby
  • @
  • HELLO!
  • MATKA TEŻ CZŁOWIEK
    • gadżety dla rodziców
    • macierzyństwo
    • matka też człowiek
    • moda
    • psychologia i psychiatria
    • samodzielne macierzyństwo
    • uroda
  • LIFESTYLE
    • podróże
      • Azja
      • Korea Południowa
      • może nad morze?
    • kultura
      • filmy
      • książki
      • muzyka
      • sztuka
    • HOME
      • kuchnia
      • praca zdalna i blogosfera
      • wnętrza
      • zdrowie
  • DIY
    • bullet journal
    • szycie
    • tutoriale
    • wydrukuj
  • PARENTING
    • biblioteka małego człowieka
    • dziecięte gadżety
    • moda
    • psychologia dziecięca i nastolatków
    • szkoła i nauka
    • zabawa
      • hobby
  • @
matka też człowiek

THE SHOW MUST GO ON!

21 stycznia, 2015 1 listopada, 2022 Miss Caroline9 comments1981 views

Inside my Heart is breaking, my Make-up may be flaking, but my Smile still stays on.

Ten wpis od blisko miesiąca wisiał w szkicach. Przybierał już różne formy, miał różne tytuły. Poprawiałam go setki razy, aby chociaż raz mieć pewność, że każdy zrozumie ten tekst tak, jak chcę, by go zrozumiał. Chciałam mieć pewność, że nie będzie niedomówień, choć one zapewne i tak się pojawią. Przecież wszystkim nie dogodzę.

Innym wcale dogodzić nie chciałam, nigdy. Problem pojawił się jednak, kiedy przestałam dogadzać samej sobie, jakkolwiek to brzmi. Początkowo nie zauważałam problemu, choć właściwie sytuacji tej nie można nazwać problemem. To nie problem, raczej zapędzenie. Powoli zaczęłam stawać się kimś, kim nigdy nie chciałam być. Stałam się typem człowieka jakim sama gardziłam jeszcze nie tak dawno. W pogoni za własnym szczęściem i satysfakcją przestałam dostrzegać to, co tak naprawdę ważne. Przestałam dostrzegać ludzi. Zapomniałam, że tam po drugiej stronie też bije czyjeś serce. Liczyłam się ja, moje potrzeby, moja satysfakcja. Oczywiście na równi ze szczęściem Kuby i moich najbliższych. Reszta przestała mieć znaczenie. Zapędziłam się w pogoni za tym, co chciałam i co udało mi się osiągnąć w sferze prywatnej. Zapędziłam się w tym biegu, a kiedy zatrzymałam się, by ponownie nabrać sił, kied zabrakło mi tchu na dalszy bieg- dookoła siebie zobaczyłam zgliszcza. Wszystko czego dotykałam, na czym stawiałam stopę, na co spojrzałam- zamieniało sie w płonącą ruinę. I początkowo było mi z tym naprawdę  dobrze, bo czułam się silna. Ale kiedy stanęłam, by nabrać tchu, nie miałam się czego złapać. Upadłam. I leżałam tak długo, wśród płonących ruin tego, co tak długo uparcie budowałam.

Siedziałam w środku tego  syfu, otoczona wysokim murem, którego progu nikomu nie pozwoliłam przestąpić. Stałam się tak cholernie samowystarczalna, że w ogóle przestałam dostrzegać innych ludzi. Przestałam liczyć się z tym, co myślą, co czują, jak reagują. Sprawianie im bólu było dla mnie chlebem powszechnim, stałym rytuałem, przyjemnością. Wiedziałam co jest dobre dla mnie, dla mojego dziecka. I tylko tym się kierowałam. Reszta przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Empatia, pomoc drugiej osobie, czy zwykły uśmiech w kierunku obcej osoby stały się czymś zupełnie niemożliwym. Zawsze byłam wredna, jednak to, kim się stałam zaczęło przerażać mnie samą. Zaczęło mnie osaczać i ciągnąć w dół, a ja nie miałam siły sie oprzeć. Nie czułam potrzeby i nie widziałam sensu, by cokolwiek zmieniać. Było mi dobrze.

Po raz pierwszy oczy otworzyłam w noc poprzedzającą Wigilię, kiedy zapłakana siedziałam i wpatrywałam się w ekran laptopa. Wtedy po raz pierwszy zawiodłam samą siebie, po raz pierwszy posmakowałam tego gorzkiego kielicha, który z premedytacją napełniany był przeze mnie każdego dnia. Właśnie tego wieczoru pomoc zaproponowała mi Wiola. Ot tak, mimo, że wcześniej rozmawiałysmy ze sobą zaledwie kilka razy. Pomogła mi w chwili, w której nie oczekiwałam pomocy od nikogo. W chwili, w której po raz pierwszy od dawna sama przed sobą przyznałam się do tego, że nawaliłam. Wtedy coś we mnie pękło, po raz pierwszy. Wtedy zrozumiałam, jak bardzo pozory mogą mylić i jak łatwo jest ocenić kogoś zbyt pochopnie, zbyt okrutnie, zbyt krzywdząco. Wtedy dotarło do mnie, że ktoś, kogo skreśliłam na starcie właściwie bez żadnego wyraźnego powodu- pomógł mi, ot tak, bez zbędnych pytań- uznając, że dobro wraca. Dobro rzeczywiście wraca, sama przypominałam sobie te słowa niejednokrotnie w swoim życiu, najczęściej z dzikim uśmiechem satysfakcji na twarzy.

I to chyba właśnie Wiola sprawiła, że coś we mnie pękło. To ona zupełnie nieświadomie musnęła moje zaślepione powieki, które wtedy jeszcze nie chciały pozwolić oczom patrzeć. Z każdym kolejnym dniem zaczęłam odczuwać większe zmęczenie tym, jak wszystko dookoła mnie zaczęło wyglądać. Nie pasowało mi coraz więcej rzeczy, coraz więcej sytuacji wywoływało u mnie silny ból głowy. Choć to, co zaczynałam odczuwać nie było zwykłym bólem. To zupełnie inny smak, który do niedawna był mi tak bardzo obcy. Nie, to nie smak porażki. To po prostu smak popełnionego błędu.

Ten blog od jakiegoś czasu już nie jest tym, czym pierwotnie miał być. Nie chcąc jednak przerzucać tego smaku goryczy na moje dziecko, przeniosłam go tutaj. To tu dawałam upust swoim negatywnym emocjom, które tak bardzo starałam się ukryć przed Kubą. Coraz częściej zaczęłam odczuwać, że to miejsce nie jest już moje, a kobiety, którą nigdy nie chciałam być. Kobiety szczęśliwej, pewnej siebie, ale i nie liczącej  się z nikim i z niczym.

Chciałabym podziękować Honoracie, za to, że bardziej lub mniej świadomie wspierała mnie przez cały ten czas. Za to, że po prostu była, siedziała ze mną po nocach i wysłuchiwała tego, co miałam do powiedzenia. Cały  ten syf przyniósł mi jedną, ogromną korzyść- świadomość tego, na kim naprawdę mogę polegać. Dziękuję.
Dziękuję też Wam za cierpliwość, mimo wszystko.

Przyszedł czas, by posypać głowę popiołem, na znak skruchy. Nie napiszę, że jest mi przykro. To niewłaściwe uczucie, nie to czuję. Odczuwam jedynie niesmak, a w ustach mam resztki wypitej goryczy, która okazała się być najgorszym smakiem na świecie. Nie sztuką jest bowiem ślepo brnąć w gówno i nadal niszczyć to, co się budowało. Prawdziwa sztuka i prawdziwa lekcja życia zarazem, to świadomość tego, kiedy się zatrzymać. To ten moment, w którym mówimy stop i zaczynamy zbierać wśród płonących ruin to, co jeszcze tak bardzo nie parzy obolałych dłoni.

To jest dorosłość.
Polecam wszystkim.

blog grafika — kopia — kopia — kopia

Miss Caroline21 stycznia, 2015
previous story

Prosty przepis na pastę z dorsza.

next story

Mama, nie!

you might also like

ZMIANA PRACY – CZY WARTO ZWLEKAĆ Z PODJĘCIEM DECYZJI?

21 stycznia, 2015 1 listopada, 2022

LAPAROSKOPIA GINEKOLOGICZNA – WSZYSTKO, CO MUSISZ WIEDZIEĆ

21 stycznia, 2015 1 listopada, 2022

UKRYTY W MIEŚCIE KRZYK

21 stycznia, 2015 1 listopada, 2022

9 komentarzy

  1. Marika pisze:
    21 stycznia, 2015 o 22:42

    Zawsze wiedziałam, że jesteś dobrą „dziewczynką”, która tylko na chwilę zbłądziła. Czułam, że się opamiętasz. A za ten wpis w moich oczach zyskałaś jeszcze więcej. Bo tak jak napisałaś sama- nie sztuką jest popełnić błąd, a przyznać się do niego. Ściskam. :*

    Odpowiedz
    1. Karolina Lewandowska pisze:
      21 stycznia, 2015 o 23:33

      Ty to chyba zawsze będziesz czytać, co? ;)

    2. yendza pisze:
      22 stycznia, 2015 o 21:21

      mogę się pod tym podpisać :)

  2. Kasia pisze:
    21 stycznia, 2015 o 23:04

    Brawo Karolina! Brawa!

    Odpowiedz
    1. Karolina Lewandowska pisze:
      21 stycznia, 2015 o 23:33

      Dzięki!

  3. ssHaDee pisze:
    21 stycznia, 2015 o 23:24

    jestem pod ogromnym wrażeniem i wiem, że ten wpis jest dla Ciebie bardzo ważny. jestem z Ciebie mega dumna, bo dobry dzieciak z Ciebie :P

    Odpowiedz
    1. Karolina Lewandowska pisze:
      21 stycznia, 2015 o 23:26

      Dobry dzieciak? Eeee, szacunku trochę, tak?
      :*

  4. Anka pisze:
    22 stycznia, 2015 o 13:11

    A ja się trochę dziwie, znaczy się nie Tobie, a ludziom. Jak byłaś zła i napisałaś co myślisz, to rzucili się na Ciebie. A teraz milczą. To dopiero niedojrzałe i nieładne.
    Trzymam za Ciebie mocno kciuki, bo jesteś super dziewczyną i świetną mamą!

    Odpowiedz
  5. Paulina S. pisze:
    22 stycznia, 2015 o 19:03

    Nie wiem dlaczego, ale poczułam sie trochę jakbyś pisała o mnie. Nie w 100%, ale w wieloma zdaniami mogłabym sie utożsamić. Cieszę się,że udało ci się to przezwyciężyć :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

H E L L O


Karolina Lewandowska
Mieszkająca nad morzem kobieta, po uszy zakochana w muzyce klasycznej i wszystkim, co koreańskie. Niegdyś poruszała tematy, które często bywały przemilczane przez wiele blogerek. Zniknęła na wiele miesięcy, podczas których całkowicie odcięła się od blogowania. Mówi się, że ją albo się kocha, albo nienawidzi - po której stronie staniesz?

Archiwa

    ARCHIWUM:

    2013 - 2025 © KAROLINA LEWANDOWSKA | BLOGIEM OPIEKUJĄ SIĘ MNISI Z ZENBOX.
    Karolina nie przepada za ciasteczkami. Zjesz jedno za nią? Pewnie! Odrzuć.
    Privacy & Cookies Policy

    Privacy Overview

    This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
    Necessary
    Always Enabled
    Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
    Non-necessary
    Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
    SAVE & ACCEPT