Miss Caroline
  • HELLO!
  • MATKA TEŻ CZŁOWIEK
    • gadżety dla rodziców
    • macierzyństwo
    • matka też człowiek
    • moda
    • psychologia i psychiatria
    • samodzielne macierzyństwo
    • uroda
  • LIFESTYLE
    • podróże
      • Azja
      • Korea Południowa
      • może nad morze?
    • kultura
      • filmy
      • książki
      • muzyka
      • sztuka
    • HOME
      • kuchnia
      • praca zdalna i blogosfera
      • wnętrza
      • zdrowie
  • DIY
    • bullet journal
    • szycie
    • tutoriale
    • wydrukuj
  • PARENTING
    • biblioteka małego człowieka
    • dziecięte gadżety
    • moda
    • psychologia dziecięca i nastolatków
    • szkoła i nauka
    • zabawa
      • hobby
  • @
  • HELLO!
  • MATKA TEŻ CZŁOWIEK
    • gadżety dla rodziców
    • macierzyństwo
    • matka też człowiek
    • moda
    • psychologia i psychiatria
    • samodzielne macierzyństwo
    • uroda
  • LIFESTYLE
    • podróże
      • Azja
      • Korea Południowa
      • może nad morze?
    • kultura
      • filmy
      • książki
      • muzyka
      • sztuka
    • HOME
      • kuchnia
      • praca zdalna i blogosfera
      • wnętrza
      • zdrowie
  • DIY
    • bullet journal
    • szycie
    • tutoriale
    • wydrukuj
  • PARENTING
    • biblioteka małego człowieka
    • dziecięte gadżety
    • moda
    • psychologia dziecięca i nastolatków
    • szkoła i nauka
    • zabawa
      • hobby
  • @
matka też człowiekzdrowie

LAPAROSKOPIA GINEKOLOGICZNA – WSZYSTKO, CO MUSISZ WIEDZIEĆ

10 stycznia, 2023 10 stycznia, 2023 Miss Caroline1 comment991 views

To był jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu. Nie wiedzieć czemu od dziecka powtarzałam sobie, że nigdy nie poddam się narkozie. I jeszcze tak całkiem niedawno byłam tego całkowicie pewna. Niestety, jak już wiadomo – życie po raz kolejny postanowiło ze mnie zadrwić i uświadomić mi, że nigdy nie warto mówić „nigdy”. Ja wyglądają przygotowania do laparoskopii ginekologicznej? Co dzieje się w trakcie i po zabiegu? O czym wolałabym wiedzieć wcześniej?

Laparoskopia ginekologiczna – jak się przygotować?

Skoro czytasz ten wpis – z pewnością ciekawi Cię, albo droga, którą musiałam przejść, albo sama przygotowujesz się do zabiegu laparoskopii ginekologicznej. Jeśli należysz do pierwszej grupy – życzę miłej lektury. Jeśli jednak sama oczekujesz na ten zabieg – chcę skierować do Ciebie kilka słów. Wiem, że na samo wspomnienie operacji dostajesz dreszczy, Twój żołądek się kurczy, boli Cię głowa a serce bije, jak oszalałe. Wiem, że wszyscy dookoła pewnie powtarzają Ci, że wszystko będzie dobrze, że dasz sobie radę i wkrótce będzie po wszystkim. Tak, znam statystyki – przed operacją spędziłam wiele bezsennych nocy zgłębiając temat. Tak, wiem – nie wiemy co jest w środku. Mamy 10 stycznia 2023 – blisko 2 miesiące po operacji i ja nadal nie znam wyniki histopatologicznego. I wiesz co? Jestem pewna, że sobie poradzisz. Uwierz, ja przed samą operacją dostawałam gorączki, wymiotowałam, miałam biegunkę i byłam pewna, że prędzej dostanę zawału niżeli to wszystko przeżyję – a to wszystko ze strachu. Boimy się tego, co nieznane…

Najboleśniejsze było ze mną pożegnanie z rodziną, nie mogli wejść na oddział. Jechałam do szpitala ze swojego rodzaju świadomością, że to mój ostatni wyjazd, że już stamtąd nie wrócę, że nie przeżyję narkozy. Kiedy podczas rozmowy z panią anestezjolog usłyszałam: „Dlaczego Pani płacze, przecież to był zabieg planowany, wiedziała Pani wcześniej, prawda?” – rozjechałam się na kawałki. Uroniłam kilka łez, ale w głowie toczyłam ogromną walkę. Mimo tego, że była to moja imienniczka i naprawdę cudowna pani doktor, która dokładnie wyjaśniła mi: co, jak, po co, kiedy i dlaczego. Bałam się, modliłam w głowie z całych swoich sił, nie spałam noc przed operacją i paląc papierosa w oknie starałam się nie rozpłakać, niczym małe dziecko, któremu zabrano zabawkę. Wiecie co jest najśmieszniejsze? Wciąż liczyłam na jakieś złe wyniki krwi lub gorączkę – to one od długiego czasu blokowały wcześniejsze próby podjęcia operacji. Niestety nic na to nie wskazywało. To najgorsze, o czym nigdy nie śniłam, czego zawsze się wystrzegałam – narkoza – miało wydarzyć się już rano.

Mimo tego co było za mną i ogromu czasu – naprawdę nie byłam na to gotowa. Tak naprawdę dopiero anestezjolog uświadomiła mi, że mój brzuch będzie pompowany specjalnym gazem na potrzeby operacji (o nim wspomnę jeszcze później). Wytłumaczyła mi dokładnie procedurę intubacji, której również panicznie się bałam. Obiecała ze zedrzeć strun głosowych, nie połamać zębów. Dodała mi dużo wewnętrznego spokoju, naprawdę. Życzę wszystkim, by trafili na tak wspaniałego anestezjologa.

Hej, jestem w szpitalu!

Na oddziale byłam około 7.30 rano, jak już wspomniałam – rodzina nie mogła mi towarzyszyć. Był to dla mnie jeden z najtrudniejszych momentów. Pojechałam tam ze świadomością, że mogę umrzeć i nigdy więcej ich nie zobaczyć. Przytulając kolejno rodziców, a potem Kubę czułam, jak dosłownie pęka mi serce. Prawdę mówiąc – minęły blisko dwa miesiące, a mimo tego – pisząc to w tym momencie, uroniłam łzę i poczułam nieprzyjemny ścisk w gardle. Wspomnienia są tak bardzo świeże… Tak, zdecydowanie był to jeden z najtrudniejszych momentów w całym moim życiu. Otuchy zamykając drzwi i rozdzielając mnie z najbliższymi dodała mi jedna z pielęgniarek mówiąc: „Pani proszę nie płacze, zaopiekujemy się Panią, zaraz Pani do nich wróci!„. Te słowa jednocześnie sprawiły, że płakałam jeszcze mocniej tyle, że dusiłam  te łzy już wewnątrz siebie.

Waga – 50 kg, wzrost – 161 cm, grupa krwi 0 -D, opaska na rękę, pobranie krwi i moczu, ankieta przed spotkaniem z anestezjologiem, wyrażenie zgody na wszystkie czynności i rozmowa z ordynatorem oddziału ginekologicznego. Zamiast usunięcia guza wraz z całym, prawym jajnikiem – jak dotąd sugerowały wszystkie szpitale i wcześniej, sam ordynator. „Zrobimy nacięcie tu i tu, tu przez pępek, wyciągamy, zaszywamy, następnego dnia idzie Pani do domu.”. Wszystko działo się bardzo szybko. Byłam pierwszą przyjętą pacjentką, więc na sali zajęłam sobie miejskie zaraz obok okna. Za jakiś czas dołączyły do mnie kolejno dwie kobiety – Paulina i Ewelina. I powiem Wam, że dopiero wtedy udało się jakoś odetchnąć. Szybko złapałyśmy wspólny język, różnice wieku były niewielkie – ja byłam środkowym rocznikiem.

Wspólnie się denerwowałyśmy, głodowałyśmy (na obiad przed laparoskopią dostałyśmy rozwodnioną zupę, z której upiłam tylko nieco „wody”, kolacji niestety już nie ma), rozmawiałyśmy z rodziną i pocieszałyśmy się przed tym, co nieuniknione. Wszystkie kolejno maszerowałyśmy na wieczorną lewatywę przed zabiegiem. Różniła się od tej, którą pamiętam z porodu Kuby. Nie było gruszki i szybkiego bum, ale wąska rurka wkładana w odbyt, przez którą płynął wypełniający jelita płyn. Uczucie? Bardzo nieprzyjemne, wręcz przykre. Jednak pielęgniarka wykonująca zabieg dopilnowała, abym naprawdę czuła się w tym wszystkim komfortowo! Przed snem wszystkie umyłyśmy się specjalnym płynem. Rozmawiałyśmy marząc o tym, co zjemy po zabiegu. Wszystkie chciałyśmy, aby było już po wszystkim i abyśmy spotkały się razem na sali pooperacyjnej. Wiedziałyśmy, że w praktyce nie jest to możliwe, gdyż sale pooperacyjne zazwyczaj są dwuosobowe. 

Zabieg laparoskopii ginekologicznej w praktyce

Pobudka wcześnie rano, o ile pobudką nazwać można nazwać stan po krótkich drzemkach. Szybka lewatywa (zdecydowanie mniej bolesna, bez porównania), kolejny prysznic i powrót do łóżka. Nie wiedzieć czemu w dniu operacji odczuwałam ogromny spokój. Wcześniej wyobrażałam sobie płacz i lamenty do niebios, a mimo tego, czułam się naprawdę w porządku. Oczywiście, był strach – obyło się jednak bez omdleń czy zawału, o którym wcześniej wspominałam.

Sytuacja zmieniła się nieco, kiedy powiadomiono mnie, że jako druga z naszej trójki jadę na blok operacyjny. Widząc, jak odjeżdża na łóżku Ewelina – z poduszką pod głową, przykryta kołdrą, już z cewnikiem i po niebieskiej tabletce zaczęłam panikować. Pożegnałam się z rodzicami, zaniosłam rzeczy na salę pooperacyjną. Z cewnikiem już, połknęłam niebieską tabletkę i dusząc łzy rozmawiałam z Pauliną. Wiedziałam, że nie ma już odwrotu – nie anulują operacji, nie przełożą, to dzisiaj, to zaraz, to już za chwilę… „Matko Boska, połóż się kobieto, przecież ta tabletka działa z sekundy na sekundę, jeszcze rozbijesz sobie głowę!” – powiedziała jedna z najfajniejszych tam pielęgniarek. Co? Przecież mi nic nie jest, ale ok, posłucham, to nie ja tu rządzę…

Zasnęłam… Nie wiem na jak długo, z pewnością przespałam godzinę. Obudziły mnie słowa: „Haaaalo, Pani Karolino, jedziemy!„. Na wpół świadoma tego, co w ogóle się dzieje wdrapałam się na łóżko, pozwoliłam otulić się kołdrą. Byłam zbyt zamroczona, by myśleć o tym, co za chwilę. Do pełnej świadomości doprowadziło mnie kilka przypadkowych uderzeń łóżka o zakręty i windę. Pamiętam pojedyncze zdania: „Lewandowska, ginekologia, gotowa!„, „Przyjmujemy na blok!„. Pamiętam wjazd na ogromną, jasną salę i… wtedy spanikowałam. Przeniesiono mnie na kolejne łóżko, wokół mnie kilka osób podłączało kroplówki, ciśnieniomierz, EKG. Spięto mi nogi i ręce pasami do łóżka. Wtedy rozkleiłam się totalnie…

-Dlaczego Pani płacze?
-Bardzo się boję… Bardzo.
-Czego?
-Że już się nie obudzę…
-Pani Karolino, obudzi się Pani na pewno, dopilnujemy tego!
-A jeśli nie? Ja wychowuję syna sama, on nie może zostać sam, co on zrobi sam, jeśli umrę? Ja nie mogę tutaj umrzeć, nie mogę!

I nagle… Odleciałam szybko. Nie pamiętam nawet zakładania maseczki tlenowej na twarz. Nie wiem czy zemdlałam z nadmiaru stresu. Nie pamiętam odliczania w dół przy narkozie. Niczego nie pamiętam.

Po zabiegu laparoskopii ginekologicznej…

Nie wiedziałam ile upłynęło od zabiegu, ale kiedy nagle otworzyłam oczy lekko spanikowałam i poprosiłam pielęgniarki o podanie telefonu. 

Przepraszam, ja muszę. Rodzice czekają, mój syn czeka, ja muszę im powiedzieć, że przeżyłam!

– Mamo? Żyję. Obudziłam się…

Niewiele pamiętam  z tej rozmowy. Pamiętam tylko, że ciesząc się dostępem do telefonu zrobiłam zdjęcie i dodałam je na Facebooku, aby dać Wam znać, że przeżyłam i już po wszystkim. Dacie wiarę, że kilka godzin później, kiedy już wybudziłam się na dobre – zupełnie tego nie pamiętałam? Dopiero około 22, kiedy wreszcie wyszłam zapalić zobaczyłam, że je dodałam i byłam w ogromnym szoku. Ale jak to? Kiedy? Z biegiem czasu cieszę się, że jedynie takie „głupoty” nawywijałam pod wpływem narkozy.

Cholera, znów przełknęłam łzy. Długo zwlekałam z tym wpisem, aby tego typu sytuacji sobie zaoszczędzić. Widać ten swojego rodzaju koszmar naznaczył we mnie widoczne ślady. Zresztą, czemu się dziwić? Przez tego guza straciłam zdrowie, partnera i pracę. Rozpieprzył całe moje życie, które do dziś nieudolnie staram się poskładać… 

Dopiero kiedy się wyspałam zwróciłam uwagę na to, że na sali leżymy w trójkę! „Byłyście takie psiapsi, szkoda było Was rozdzielać” – BARDZO dziękuję za to drogie Panie pielęgniarki i położne! To zdecydowanie pomogło nam w dojściu do siebie!

Zwróciłam po chwili uwagę na to,  jak wygląda moje ciało. Pępek zaklejony plastrem z dziwnym uczuciem czegoś twardego w środku. Kolejny plaster na wysokości lewego jajnika, plaster z jakąś rurką przy prawym jajniku. Podążając za rurką odkryłam dren i zanim zdążyłam spanikować przypomniałam sobie o tej możliwości. Mówiła anestezjolog. Była taka opcja, ok, mam to. Spokojnie. 

Dość szybko wyszło mi siadanie. Pielęgniarka śmiała się, że palacze wstają szybciej. Około godziny 20:00 pozwolono nam wstać – z cewnikiem i drenem. Obiecano nam, że jeśli do 22:00 będziemy ładnie chodzić – zdejmą nam cewniki. I co? Ja nie dam rady? Wpadłam na genialny pomysł – poprosiłam o wymianę  cewnika i czysty wsadziłam sobie do legginsów od strony pleców – już jedna rzecz mnie do trzymania. Dren z kolei wsadziłam do legginsów z przodu – sporo bólu to kosztowało, ale było warto – dzięki temu obie ręce miałam wolne. 

Wstałam powoli – Boże, to był jak cud po kilku godzinach w jednej pozycji. Lekkie mroczki w głowie, w końcu nie jadłam od blisko dwóch dni, ale po kilku małych krokach było w porządku. To było jednocześnie śmieszne i bolesne. Na nowo uczyć się chodzić, kiedy każdy krok sprawia ból. Najgorsze było siadanie, wstawanie, kładzenie pleców na łóżko.

Po 22:00 wyjęto cewnik, Matko Boska jaka ulga! Czas zapalić. Żeby nie było, pielęgniarki nie wiedziały – pewnie by mnie zabiły za to, że po blisko dwóch dobach totalnej głodówki i jednocześnie kilku godzinach po narkozie idę zapalić. Nie byłam jednak sama. Spodziewałam się, że nieźle mnie sponiewiera, a było wręcz przeciwnie. Satysfakcjonujący dom zadowolenia. Dumy.

Dałam radę. Przetrwałam, mimo wszystko. Obudziłam się, serce też wytrzymało! Już po wszystkim! Karolina, zrobiłaś to!

Ależ byłam głupia i naiwna myśląc, że już po wszystkim…

Podano nam leki przeciwbólowe, mi i przeciwgorączkowy… Znów spałam, jak dziecko, ale i obudziłam się bardzo szybko. Po obchodzie wiedziałam, że za chwilę wrócę do domu. To nic, że każdy krok sprawiał ból, każda próba położenia się czy spróbowania, by usiąść kończyła się wewnętrznym płaczem, lub paraliżem. Idę do domu. Zaraz zobaczę Kubę, rodziców. Zaraz będę we własnym łóżku, zaraz cały ten koszmar się skończy. Najgorsze jednak okazało się być przede mną – wyciąganie drenu. Pozwolę sobie przekląć i powiem: kurwa, nigdy więcej!

Mówiąc o koszmarze nie mam oczywiście na myśli samego pobytu w szpitalu, absolutnie. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam oddział ginekologiczny w Lęborku i dziękuję za Waszą pracę. Dzięki Wam, jest już po wszystkim. Być może jakimś trafem (a świat jest mały) któraś z pielęgniarek tutaj zajrzy – pozdrawiam! I naprawdę dziękuję za wyrozumiałość, bardzo. Mimo psychicznego piekła – dzięki Wam mój pobyt był do zniesienia. Można było podpytać, porozmawiać, zażartować! Mam nadzieję, że w każdym szpitalu na oddziałach pracują tak wspaniałe pielęgniarki i położne, jak Panie!

Laparoskopia ginekologiczna – co robić w domu?

Po wypisie zamiast odpocząć, jak normalny człowiek – postanowiłam w drodze powrotnej napić się kawy z Mc Drive i wjechać do okolicznej Biedronki po zakupy. Nie, nie mogłam wysłać kogoś innego – tylko ja wiedziałam na co mam ochotę, nawet nie potrafiłam tego wytłumaczyć. Berlinki, suche wafle kukurydziane i mleczne napoje o smaku bananowym! Owszem, to był błąd – powinnam była leżeć…

Uparłam się, że nadal będę spała w swoim łóżko mimo tego, że to szczyt piętrowego łóżka. Wchodzenie i schodzenie wymagało zarówno pomocy ze strony bliskich, jak i czasu. Zresztą, tak samo było z głupią zmianą skarpetek – Kuba był naprawdę dzielnym pomocnikiem. Moja mama również wiele pomogła, aż niejednokrotnie byłam wzruszona! Z perspektywy czasu uważam, że pozostanie w swoim łóżku wyszło mi na dobre. Co chwilę chodziłam do łazienki czy zapalić. To wymagało sporego zaciśnięcia zębów, a jednocześnie na swój sposób wspomagało mój powrót do normalności.

Miałam tego pecha, że mój pępek nieco się babrał. Dzięki konsultacji z najlepszą położną, jaką mamy we Władysławowie i wizycie, dostałam antybiotyk w spray’u. Po tygodniu od operacji mój brzuch nadal wyglądał, jakbym była w ciąży. I tak, pierwsze wypróżnienia nie są miłe, ale nie są i tak tragiczne, jak się spodziewałam. Niestety, ale ten gaz po laparoskopii musi najpierw zejść. Nagłe kolce w źle ułożonych jelitach naprawdę nie były przyjemne. I nie popełniajcie mojego błędu: nie używajcie ciepłego termosu po laparoskopii podbrzusza, to może doprowadzić się wewnętrznego krwawienia. Pamiętajcie kochane: jeśli okłady, to tylko zimne, Późniejsze ściągnie szwów również nie należało do najprzyjemniejszych, jednak nijak ma się do wyciągania drenu z podbrzusza, naprawdę!

Mamy 10 stycznia 2023 roku. Niestety wciąż nie mam wyników badań histopatologicznych – jak tylko coś zmieni się w tej kwestii, na pewno dam Wam znać! Ze względów prywatnych musiałam ominąć umówioną wizytę u lekarza genetyka, którego zadaniem będzie sprawdzić prawdopodobieństwo raka piersi  i macicy w przyszłości. 

Jak wygląda moje życie teraz? 
O tym opowiem niebawem…

laparoskopialaparoskopia ginekologicznarak jajnikasliderszpitalszpital Lębork
Miss Caroline10 stycznia, 2023
previous story

UKRYTY W MIEŚCIE KRZYK

next story

DLACZEGO BAGATELIZUJEMY PRZEMOC W SZKOLE?

you might also like

NOWOTWÓR JAJNIKA – JAK GO ROZPOZNAĆ? +MOJE OBJAWY

10 stycznia, 2023 10 stycznia, 2023

O S T A T N I . . . ?

10 stycznia, 2023 10 stycznia, 2023

CZY WARTO TKWIĆ W ZWIĄZKU (I BYĆ NIESZCZĘŚLIWĄ) WYŁĄCZNIE ZE WZGLĘDU NA DZIECKO?

10 stycznia, 2023 10 stycznia, 2023

Jeden komentarz

  1. PrzypadkoweRzeczy BLOG pisze:
    22 marca, 2023 o 14:01

    dzięki za tego posta, sama zbieram się psychicznie do laparoskopii takie prawdziwe doświadczenie „brzydkie”, pradziwe zdjęcia, dokładny proces – z jednej strony jestem przerażona, ale z drugiej bardzo potrzebna sprawa i będę wiedziała czego się spodziewać
    duuuuuużo zdrowia!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

H E L L O


Karolina Lewandowska
Mieszkająca nad morzem kobieta, po uszy zakochana w muzyce klasycznej i wszystkim, co koreańskie. Niegdyś poruszała tematy, które często bywały przemilczane przez wiele blogerek. Zniknęła na wiele miesięcy, podczas których całkowicie odcięła się od blogowania. Mówi się, że ją albo się kocha, albo nienawidzi - po której stronie staniesz?

Archiwa

    ARCHIWUM:

    2013 - 2025 © KAROLINA LEWANDOWSKA | BLOGIEM OPIEKUJĄ SIĘ MNISI Z ZENBOX.
    Karolina nie przepada za ciasteczkami. Zjesz jedno za nią? Pewnie! Odrzuć.
    Privacy & Cookies Policy

    Privacy Overview

    This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
    Necessary
    Always Enabled
    Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
    Non-necessary
    Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
    SAVE & ACCEPT