Drugi najsmutniejszy dzień w roku, zaraz po Wigilii.

26 lat minęło, jak jeden dzień…
Nie wiedzieć dlaczego dzień moich urodzin zawsze wypełniony jest melancholią. Odczuwam nieopisaną pustkę, której nie potrafię w żaden sposób wypełnić. Nie potrafię nawet znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy mimo tego, że z roku na rok staram się coraz bardziej zrozumieć to dziwne zjawisko. Powinnam się przecież cieszyć- urodziny, prezenty, bliscy wokół. Oczywiście zawsze doklejam sobie do twarzy najpiękniejszy uśmiech na świecie, podczas gdy w głębi duszy marzę jedynie o tym, by ten dzień wreszcie się skończył. Marzę o tym, żeby już nikt nie składał mi życzeń, na które nie potrafię odpowiedzieć niczym więcej po za „dziękuję” i gotującą się myślą w głowie „skończcie już, proszę”. Zawsze tak jest, co roku.
Na co dzień rzadko znajdujemy czas na chwilę refleksji. Na zadumę dotyczącą tego jak wygląda nasze życie, ile już przetrwaliśmy, co udało nam się zrobić i ile porażek odnieśliśmy. Z reguły nie zwracam uwagi na to ile mam lat w żadnym aspekcie swojego życia. A prawdę mówiąc po dziś dzień często pytają mnie o dowód, kiedy kupuję papierosy, czy alkohol. Jednak w dniu urodzin dochodzi do mnie, że jestem starsza o kolejny rok. Niby nic wielkiego, naturalna kolej rzeczy i dotyka to każdego. Boli mnie jednak świadomość, że minął kolejny rok mojego życia, który już nigdy nie wróci. Już nie będę miała dwudziestu pięciu lat. Osiemnastu też nie i jeśli mam być szczera- nie chciałabym być znów nastolatką.
Regularnie co roku, w dniu urodzin, kiedy kładę się spać rozmyślam o tym, że kolejny rok będzie lepszy. Włączają mi się sentymenty i postanowienia dużo silniejsze niż te noworoczne. Zawsze wymagałam od siebie dużo, a prawda jest taka, że z roku na rok wymagam coraz więcej. Bo jestem starsza, dojrzalsza w kolejne doświadczenia, bo stać mnie na więcej. Taka niekończąca się spirala założeń i oczekiwań, która kręci się napędzając mnie coraz bardziej- niestety coraz rzadziej pozytywnie. Niestety coraz częściej negatywnie, ponieważ z każdym kolejnym dniem brakuje mi sił. Chcę robić wiele rzeczy, ale nie mam na nie siły. Chcę widzieć jeszcze więcej, ale czasem nie mam siły nawet patrzeć. Chcę widzieć uśmiech na twarzy mojego syna i szczęście w jego oczach, a coraz częściej miewam dni kiedy nie mam nawet sił zbudować mu wieży z klocków, o którą prosi od samego rana.
Dziś minęło dwadzieścia sześć lat mojego istnienia, rozpoczął się dwudziesty siódmy. Mam cudownego syna i boskich rodziców. Mam najlepszego mężczyznę pod słońcem, który ma równie fantastycznych rodziców. Zarabiam na tym, co lubię robić. Ktoś śmiało mógłby powiedzieć, że mam wszystko i w dzień taki jak dziś powinnam nie doklejać sztucznego uśmiechu, a pokazać ten prawdziwy. A ja? Zastanawiam się, czy dobrze wykorzystałam czas, który już upłynął. Zastanawiam się, czy dobrze wykorzystam czas, który mi jeszcze pozostał. Zastanawiam się, ile tego czasu w ogóle mi zostało.

I wcale nie potrafię się cieszyć. I wcale nie mam ochoty się bawić.
Po prostu chcę, by ten dzień się skończył.
***
A jeśli chcecie zrobić mi urodzinowy prezent,
to zapraszam Was do zapoznania się z poniższą gazetką:






ja też nienawidzę swoich urodzin. po skończeniu osiemnastki przestałam świętować. po co – co rok bliżej do śmierci
Zrobiłam Ci prezent i kliknęłam :*
Czytam Cie od dawna. Nigdy nic nie komentowalam, nie udzielalam się… Aż do dzisiaj. Chciałam napisac że mam takie same odczucia jak Ty, co bardzo mnie psychicznie męczy. Mam coraz mniej siły na wszystko, dużo planów, z których z braku siły, motywacji mało co Wychodzi… Ale Najbardziej męczący jest coraz czestszy brak chęci do zabawy z córką… I ten cholerny brak cierpliwości.
Pozdrawiam i życzę żeby taki stan rzeczy trwał jak najkrócej :-)
Rozumiem cię doskonale mam faceta. Zarabiam jako blogera mam dobrych rodziców ale brakuje mi przyjaciół brakuje czegoś nowego. Pamiętam jak miałam 18 lat zareczalam się. Pamiętam jak znałam tych ludzi który teraz nie znam bo widzę że wgl jestem średnio lubiana przez co robię się zimna że nie powinnam istnieć marzę o końcówce święta zawsze robię dwa dni przed urodzinami idę na koncert na imprezę to jest zajebiscie a w dniu mojego święta chciałabym nie istnieć. Pozdrawiam
Jak myślisz, dlaczego tu jestem ?? bo dzisiaj są moje urodziny i czuję TO SAMO, dlatego wpisałam w google hasło „nie lubię swoich urodzin” Zawsze tak było, ale z roku na rok uczucie się nasila. Mam troszeczkę więcej lat niż ty, bo dzisiaj kończę lat 37 !! Wspaniałego męża, dwoje cudowych, wymarzonych dzieci w wieku 11 i 8 lat (chłopczyk i dziewczynka), od 3 lat przepiękny wymarzony dom, nie pracuję, jestem matką polką tak jak zawsze marzyłam, niczego nam nie brakuje….. a jednak dzień urodzin…. ja pomału dochodzę dlaczego tak jest, ludzie w okół mnie zawodzą…. NIGDY nie chciałam imprez urodzinowych – odkąd znam mojego męża (wczoraj minęło 17 lat) MAM IMPREZĘ, BO ONI CHCĄ – NIE JA…. to ja tyram w garach, szykuję i sprzątam….żeby popołudniu ugościć ludzi. Nigdy nie jest tak jak chcę JA…..chciałabym spędzić ten dzień z moimi dziećmi i mężem, pograć w planszówki. Moi rodzice pierwsi się zapowiedzieli, że przyjdą…. po czym WCZORAJ mama zadzwoniła, że JEDNAK NIE PRZYJDĄ… bo mają wnusię do południa w domu i nie będą mieli jak pójść do kościoła… CZUJECIE TO ?? Za to podobno wpadnie szwagierka z dziećmi…. nie , nie wiem czy wpadnie…. ludzie nie rozumieją tego, że to 4 dodatkowe osoby…. naszykuję się , a oni być może wcale nie przyjdą….bo nie zadzwonili…. wstałam rano, zawsze dbam o to, by moje dzieci, mąż tuż po zejściu na dół usłyszały życzenia w swoje święto….. ja zeszłam, ruch w kuchni, ciasto pieką….cisza… nikt nic….. wiem, że to cholerne ciasto jest niby dla mnie…. ale czy oni naprawdę nie czują tego, że CHCIAŁABYM PO PROSTU SPONTANICZNE RADOSNE ŻYCZENIA….. minęła godzina…ciasto w piekarniku, oni siedzą i nic…. mąż ciupie na telefonie……. NIGDY…. jeszcze nigdy nikt nie spróbował odgadnąć moich myśli i tego co czuję…. czego JA CHCĘ… a czego nie chcę…. wykrzyczałam wczoraj mojemu mężowi, że ja nie chcę cholernej imprezy, nie chcę gości i siedzenia w garach…. i że robię to dla niego….to jest chore…..