Nigdy nie sądziłabym, że kiedykolwiek będę tak szczęśliwa jak teraz. Nigdy nie wierzyłam w to, że to w ogóle możliwe. Nigdy nie ufałam stwierdzeniu, że takie prawdziwe szczęście i uczucie spełnienia w ogóle istnieją.

Ostatnie tygodnie są czasem burzliwych zmian w moim życiu. Właściwie w naszym życiu, bo we wszystkim uczestniczy przecież ktoś, kto bez względu na wszystko, zawsze będzie dla mnie najważniejszy- mój syn. Syn, który tak usilnie i namiętnie testuje ostatnimi dniami moją cierpliwość. Syn, który doprowadza mnie często do białej gorączki. Syn, przez którego nie wytrzymuję nerwowo i czasem zamykam się na chwilę w łazience, by po prostu pobyć sama ze sobą. Syn, który doprowadza mnie do takiego stanu, że potrafię spalić trzy papierosy w ciągu godziny. Syn, który tak słodko wypowiada jedno z najpiękniejszych słów na świecie: „mama”. Syn, który tak szczęśliwie podróżuje wszelkimi środkami lokomocji, strasznie się przy tym ekscytując. Syn, którego szczęście jest moim priorytetem, niezależnie od tego gdzie i kiedy się znajduję. Syn, którego kocham najbardziej na świecie i który uśmiecha się do mnie z tak ogromną miłością w oczach. Syn, który zasypia wyłącznie wtulony we mnie, co daje mu ogromne poczucie bezpieczeństwa.
Po urodzeniu Kuby całkowicie zatraciłam się w macierzyństwie. Oddałam mu się w stu procentach zupełnie zapominając o tym, że po za byciem matką- jestem również kobietą, odrębną jednostką, człowiekiem. Z każdym kolejnym dniem byliśmy sobie coraz bliżsi, przecież tak naprawdę mieliśmy tylko siebie. Mimo tego, że byli dziadkowie, znajomi, przyjaciele- tak naprawdę wciąż byliśmy sami. Nie było nikogo, kto opiekowałby się nami tak, jak niekiedy tego potrzebowaliśmy. Z tego też względu stałam się samowystarczalna w różnych aspektach życia. Nauczyłam się żyć bez mężczyzny u boku, Kuba nawet nie miał możliwości posmakować ojcowskiej opieki. Przywykłam do tego na tyle, że zaczynało mi się to podobać.
Z czasem jednak zapragnęłam od życia czegoś więcej. Nie chciałam być już tylko Mamą Kubusia, chociaż nią pozostanę do końca swojego życia, a nawet do skończenia świata i o jeden dzień dłużej. Chciałam czegoś mocniejszego, chciałam, by moje życie było mocniejsze, bardzie intensywne i obfitowało w coś więcej niżeli tylko wychowywanie dziecka, względną opiekę nad domem, pracę i bloga. Z czasem zaczęłam jasno określać sobie cele i dążyć do nich. Czasem były to małe, posypane cierpieniem kroczki. Innym razem były to kamienie milowe, które zdobywałam w bardzo krótkim czasie. Kiedyś powiedziałam, a nawet chyba napisałam tutaj, że jeśli kiedykolwiek, jakiemukolwiek mężczyźnie uda się do nas zbliżyć i będzie mi zależało na nim chociaż w połowie tak bardzo, jak na moim dziecku- będzie najszczęśliwszym facetem na ziemi. Dziś wiem, że uczucie względem dziecka, a mężczyzny- to dwa zupełnie inne uczucia, które da się pogodzić.
Targało mną ostatnio wiele wątpliwości, związanych głównie z blogiem i powiązanych z nimi profilami społecznościowymi. Uświadomiłam sobie, że za wiele spraw ujrzało niegdyś światło dzienne. Zrozumiałam, że czasem dałam się ponieść emocjom i napisać coś pod wpływem chwili. Internet nie zapomina, a ludzie nie wybaczają. Na szczęście chwilę później przypomniałam sobie, że nawet te najtrudniejsze wpisy niosły za sobą lawiny odpowiedzi- pozytywny odbiór, niezwykle szczere wiadomości, podziękowania. I chociaż gdzieś mam to, jak bardzo mnie ktoś nie lubi- cieszę się, że naprawdę udało mi się pomóc tak wielu osobom. Uśmiecham się myśląc o tym, jak wiele osób czerpało- i czerpie nadal- różnego rodzaju inspiracje z wpisów; dla jak wielu osób był on motorem do działania.
Doszłam do momentu, w którym całkowicie poważnie pomyślałam o zamknięciu, a przynajmniej zawieszeniu bloga chociaż na jakiś czas. Miało to miejsce chwilę po tym, jak zdecydowałam się na przenosiny do Zenboxa i zmianę nazwy. Byłam już naprawdę blisko. I wiem, że byłby to jeden z największych błędów w moim życiu.
Nie potrafię ot tak przekreślić czegoś, co budowałam tak długo i co tak świetnie funkcjonuje. Nie potrafię przekreślić czegoś, co pozwala mi na swój sposób poczuć się spełnioną, co przyniosło mi tyle możliwości. Czegoś, dzięki czemu jestem tu i teraz. Nie mogłam przekreślić Was.
Doszłam do takiego momentu, w którym wiem, że wzięłam na siebie trochę za dużo na raz. Za dużo w życiu osobistym, na swój sposób zawodowym, za dużo współprac i spraw do załatwienia. Od miesiąca brakuje mi nawet czasu na konieczne wizyty u lekarza. Postanowiłam znaleźć go pojutrze. Mimo wszystko lubię ten bieg, chcę biec szybciej i mocniej. Zdecydowanie go lubię, mimo tego, że chwilami czuję się jak mała, bezbronna dziewczynka, którą trzeba chronić przed całym złem tego świata. Jak dziś.





Pamiętam jeszcze nie dawno jak oschle pisałaś,że nie chcesz się z nikim wiązać… a teraz w każdym poście jaki piszesz widać,że odkąd poznałaś „kogoś” jesteś szczęśliwa i przelewasz całe serce w bloga… :) Bardzo pozytywnie i mimo,że znam Cię tylko z tego co piszesz… widzę,że przeszłaś wewnętrzną metamorfozę… i bardzo pozytywnie Cię odbieram… Wszystkiego Najlepszego i trzymam kciuki :)
Powodzenia Karolki;)