Czy wnętrze, w jakim przebywamy na co dzień może wpływać na nasze samopoczucie? Skąd we mnie tak ogromna potrzeba ciągłych zmian? I dlaczego Kuba tak uwielbia moją bazę? Zobacz sama!

Nie było, nie jest i chyba nigdy nie będzie tajemnicą fakt, że uwielbiam częste zmiany w naszym sypialnym kąciku. Ogromną radość sprawia mi samodzielne szycie pościeli i dodatków czy przyklejanie fototapety. Od czasu do czasu całkowicie zmieniam wystrój, w efekcie czego całość nie przypomina tego, czym była wcześniej. Pewnie część z Was pamięta naszą ścianę w delikatne strzałki, którą fajnie uzupełniały marynarskie pościele – dziś po tym motywie nie ma już najmniejszego śladu. Później miał miejsce okres panowania pand, jednak z uwagi na zbyt duży kontrast postanowiłam do wszystko nieco stłumić przy jednoczesnym zachowaniu naszej miłości do tego słodkiego zwierzaka. Od jakiegoś czasu rządzą u nas kaktusy i wszystko co z nimi związane. Najpierw pojawiły się te doniczkowe, potem różnego rodzaju kaktusowe dekoracje czy gadżety codziennego użytku. Z końcem roku przyszedł czas na kaktusową ścianę, a sam motyw liści i zieleni stawał mi się coraz bliższy. W efekcie tego wszystkie w naszym kąciku (a właściwie mojej bazie!) królują trzy kolory: czerń, biel i zieleń.


Jak już wspomniałam – bardzo zależało mi na tym, aby dodać coś do nazbyt kontrastującej ze sobą czerni i bieli. Spędziłam wiele godzin na poszukiwaniu idealnej tkaniny, która nie tylko ożywiłaby nieco to miejsce, ale i wpasowała się w mój dość specyficzny gust. Po długim czasie znalazłam sklep internetowy, którego jeszcze nie znałam – Cottye.pl i właśnie tam odnalazłam tkaninę „dżungla monstera na zygzaku„. Ta bawełna od razu wpadła mi oko i wiedziałam, że nie ma już sensu dłużej szukać czegoś innego – wiecie, taka miłość od pierwszego wejrzenia. Do tego dobrałam bardzo podobną „dżunglę monstera na białym„, aby uszyć z niej poszewkę na jaśka, bez którego nie wyobrażam sobie spokojnego snu.



Doszłam do wniosku, że przy okazji wymiany własnych poszewek – uszyję również coś nowego dla Kuby. Początkowo miały to być „miętowe kaktusy„, jednak szybko wybiłam sobie samej ten pomysł z głowy. Dlaczego? Niech pierwsza kamieniem rzuci ta, której dziecko nigdy nie jadło niczego w łóżku? No właśnie, odpowiedź jest prosta. Ostatecznie Kuba bawełnę wybrał sam i zdecydował się na „miętowe akuku w lesie miś i szop„. Jednak z racji tego, że ostatnimi czasy mały królewicz znów woli spać w moim łóżku, jego pościel czeka gotowa na odpowiedni czas. Z kolei pół metra przepięknej tkaniny w kaktusy wciąż czeka na moją decyzję – wciąż nie mogę zdecydować czy uszyć z niej worek na buty dla Kuby czy poszewkę na deskę do prasowania.




Wygląd tego miejsca ma dla mnie naprawdę ogromne znaczenie – głównie z racji tego, że spędzam tam naprawdę sporo czasu. Poza spaniem, co jest oczywiste – jest to moje ulubione miejsce do pracy! Siadam tyłem do kaktusowej ściany (i jednocześnie twarzą do okna), przykrywam się kołdrą, kładę sobie laptopa na kolana i niczego więcej mi już nie trzeba.












Ta tapeta w kaktusy to jest mistrzostwo :) Pomyślimy o czymś podobnym przy remoncie :)
Ta tapeta jest ekstra. Ciekawe czy mojemu synkowi by się spodobała
Ta tapeta jest sliczna.. Moj synek życzył sobie kubusia puchatka
wiadomo, że wpływa na nas, super to wygląda
Świetna tapeta, a z tą pościelą to już w ogóle jest zielono! :)
Fajnie takie rzeczy dobierać do ogólnego wystroju pokoi dziecięcych, np. w przypadku mebli dla chłopca w kształcie auta, warto zastanowić się nad tapetą nawiązującą również do tej tematyki.