Jesień, słońce, przyjemna temperatura i katar. Wyjść z dzieckiem z domu?



Punkt widzenia niektórych rodziców sprawia, że załamują mi się ręce. Kiedy ich dziecko ma katar – kiszą je w domu nawet wtedy, kiedy za oknem słońce i spokojnie można pospacerować. Ale kiedy dziecko ma grypę i kaszle roznosząc dookoła zarazki – nie widzą problemu w tym, by zabrać je chociażby na salę zabaw, gdzie bawią się inne dzieci. Zdrowe dzieci.
Z jednej strony – nie moją jest sprawą to, co inni rodzice robią ze swoimi dziećmi. Sama uważam, że JEDYNĄ osobą, która w jakikolwiek sposób może oceniać sposób w jaki wychowuję Kubę – jest on sam, z pewnością zrobi to za kilka lat.
Z drugiej jednak strony, kiedy Kuba naprawdę jest chory – ma katar i kaszel, to nie wyobrażam sobie, abym miała zabrać go w jakieś publiczne miejsce. Dlaczego? Nie tylko dlatego, aby on sam nie podłapał większej ilości zarazków i bakterii, ale i z racji tego, że w takich publicznych miejscach jak chociażby wspomniana przeze mnie sala zabaw – bawią się również inne dzieci, a ich rodzice z pewnością nie chcieliby, aby ich zdrowe dzieci bawiły się i zaraziły od mojego chorego syna. To samo tłumaczę Kubie – nawet z katarem nie wchodzimy na salę zabaw, chociaż wiem, że mu przykro. Rozumie to jednak na swój dziecięcy sposób.
I tego samego ja oczekuję od innych rodziców. Skoro dziecko jest chore, kaszle – to jakim prawem zabierają je na salę zabaw i pozwalają, aby ich dziecko zarażało moje? Czy zapłacą mi później za lekarstwa, które będę musiała kupić dla Kuby tylko dlatego, że wykazali się totalną bezmyślnością.
Trochę odpowiedzialności, moi drodzy.






















Ja: kurtka – Allegro || koszula – klik || spodnie – klik || torebka – SheIn || buty – BonPrix
Kuba: czapka – H&M || bluza – Biedronka || kurtka – ZARA || spodnie – Allegro || buty – ZARA





Ponoc nawet dobrze jest wyjść z dzieckiem zasmarkanym na dwór, bo wtedy nos łatwiej się oczyszcza :) Jednak kaszlącego i plującego zielonymi glutami siedzącego sobie obok mojej córki w klasie to już sobie nie wyobrażam! Masz rację, rodzice tego zarażającego dziecka za leki nam nie zwrócą, nie przytulą w nocy rozgorączkowanego malucha!
Sala zabaw czy centrum handlowe to pikuś.
Przedszkole- to dopiero wylęgarnia. Już w szatni można usłyszeć z jaką grypą czy inną anginą przyprowadzają mamuśki swoje pociechy.
Zwrócisz uwagę- ” Ojej, w domciu zupełnie nic jej nie było…”
Witki opadają :/